Nauczycielka przyszłości

Ta historia zawsze będzie napełniać moje serce ciepłem. Osobiście to dla mnie żywy dowód i potwierdzenie na to, że ludzie są z natury dobrzy. Poznałyśmy się przez Instagram i od słowa do słowa zaczęła się nasza rozmowa. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że dzięki niej moja "przygoda" ze sprzedawaniem produktów cyfrowych zamieni się w coś realnego, i że dzięki niej odważę się wyjść ze swoim pierwszym kursem do polskich nauczycielek. Tyle szczerości, otwartości i empatii od pierwszego dialogu! Nie dziwię się, że w swojej nazwie ma słowo "pomoc" i będę jej wdzięczna do końca życia za okazane mi wtedy wsparcie. Szanowne Panie, przed Wami jedyna w swoim rodzaju Małgorzata Dyba, czyli @PomocNauczyciela z epomocna.com!
„Maszyny nie mają duszy, a my ją mamy."
Doskonale pamiętam ten moment! Trafiłam na Twoje konto na Instagramie i byłam absolutnie zafascynowana tym, jak świetne, wartościowe rzeczy tworzysz. Do tego stopnia, że z zachwytem udostępniałam Twoje rolki u siebie. Kiedy napisałaś do mnie w DM-ach, bo szukałaś kogoś do przetestowania narzędzia AI do oceny opisowej, to było dla mnie ogromne, bardzo miłe zaskoczenie.
Była wiosna, byłam akurat na spacerze z psem i bardzo szybko, naturalnie zaczęłyśmy nagrywać sobie głosówki. Od pierwszej sekundy poczułam między nami dobry vibe.
Dla mnie to był w ogóle wyjątkowy czas, bo byłam wtedy na ogromnej biznesowej dopaminie! To był dokładnie ten moment, kiedy nieśmiało zaczynałam sprawdzać, czy biznes w internecie, pomaganie nauczycielom i tworzenie dla nich produktów (ale nie za free, tylko takich naprawdę wartościowych, płatnych) jest w ogóle możliwe i czy to się sprzeda.
Czy czułam wtedy, że moje życie pójdzie w tę stronę? Choć po cichu marzyłam o tym, by przejść całkowicie na swoją własną działalność, to w tamtym momencie absolutnie nie wyobrażałam sobie, że naprawdę zrezygnuję ze szkoły. To wydawało się tak odległe i nierealne! Zupełnie nie widziałam siebie jeszcze na tej ścieżce. Ta nasza wymiana energii i Twoje wsparcie na starcie dały mi jednak pierwsze, cenne potwierdzenie, że warto spróbować. I zobacz, gdzie jesteśmy dzisiaj!
Ta decyzja dojrzewała we mnie – wbrew pozorom – bardzo długo, bo w zasadzie aż pięć lat. Pierwszy poważny kryzys, taki typowy dla wypalenia zawodowego, dopadł mnie w czasie pandemii. Przejęłam wtedy bardzo trudną klasę, wszystko działo się online i po raz pierwszy zaczęłam się poważnie zastanawiać, co właściwie mogłabym robić innego w życiu.
Kilka lat wcześniej pełniłam też obowiązki dyrektora w przedszkolu. To doświadczenie uświadomiło mi ostatecznie, że to również nie jest droga, którą chcę iść. Poczułam wtedy bardzo mocno, że system oświaty zakłada mi kaganiec na to, co naprawdę chcę, potrafię i mogę robić.
Próbowałam to jeszcze układać w głowie, wręcz "przyklepałam" sobie myśl, że w tej edukacji już po prostu zostanę. Życie napisało jednak inny scenariusz. Sytuacja domowa niejako zmusiła mnie do poszukania kolejnego źródła zarobku, żeby po prostu dorobić do nauczycielskiej pensji.
I tak we wrześniu 2025 założyłam działalność, bo przekroczyłam próg przychodu nierejestrowanego. A klamka zapadła ostatecznie w listopadzie. Zrozumiałam wtedy, że nie da się na dłuższą metę ciągnąć tych dwóch światów naraz. Nie da się dawać nauczycielom takiego wsparcia, jakie sobie wymarzyłam, i jednocześnie pracować z bardzo trudną klasą w systemie oświaty, który wciąż i wciąż wymaga od nas więcej. Dotarło do mnie, że albo jedno, albo drugie będę robić "po łebkach", a na to moja rzetelność i serce nigdy by mi nie pozwoliły. Musiałam wybrać. I wybrałam siebie, swoją misję i nauczycieli, którym pomagam na moich własnych zasadach.
„Musiałam wybrać. I wybrałam siebie, swoją misję i nauczycieli, którym pomagam na moich własnych zasadach."
Jak ja się czuję w tej nowej rzeczywistości, to Ty, Adriana, wiesz najlepiej, bo przeszłaś ze mną tę drogę krok po kroku. Pamiętasz przecież mój moment założenia działalności we wrześniu, a potem te trudne miesiące. Listopad, grudzień i styczeń, kiedy dopadł mnie totalny zjazd. Miałam wtedy ogromny kryzys i poważnie zastanawiałam się, czy to wszystko w ogóle ma sens i czy chcę to dalej ciągnąć. Choć przychody były naprawdę niezłe i bez problemu wypracowywałam drugą pensję nauczycielską, to kosztowało mnie to gigantyczny, wycieńczający wysiłek.
Jeśli chodzi o samą stronę techniczną JDG – to, czym ludzie tak bardzo straszą – okazało się o wiele łatwiejsze, niż się spodziewałam. Założenie firmy, kontakt z księgowym, wystawianie faktur... to naprawdę nie jest nic takiego, czego dorosły człowiek nie byłby w stanie ogarnąć. Poza tym przy wsparciu nowoczesnej technologii, którą obie tak bardzo lubimy, czas pracy nad tymi technicznymi rzeczami drastycznie się skraca. A podatki i ZUS, no cóż, w pensji z etatu też je płacimy, tylko wtedy tak bardzo ich nie widać.
Najtrudniejsza do udźwignięcia okazała się jednak strona psychiczna. Ta ciągła presja, poczucie pełnej odpowiedzialności, lęk przed nieznanym i walka z własnymi wątpliwościami, kiedy brakuje sił. To było dla mnie najcięższe wyzwanie. Dziś już wiem, że sukces w biznesie buduje się nie tylko na świetnych produktach, ale przede wszystkim na odporności psychicznej i na tym, jak radzimy sobie z kryzysami.
No cóż, zacznę od szczerego wyznania: ten kurs okazał się moim wielkim niewypałem! Wydawało mi się, że to będzie niesamowicie chwytliwy temat. Sama przecież przeżywałam spore trudności w szkole i myślę, że niemal każdy nauczyciel doświadczył tego, że szkolne środowisko bywa trudne i niekoniecznie sprzyja dobrej pracy. Rzeczywistość zweryfikowała jednak moje plany – kurs zupełnie się nie sprzedał, o czym zresztą sama dobrze wiesz, bo rozmawiałyśmy o tym wielokrotnie.
Sam pomysł wziął się z mojego własnego, ponad 20-letniego doświadczenia. Przez te wszystkie lata musiałam przejść bardzo trudną lekcję stawiania granic. Musiałam nauczyć się, jak nie być tym przysłowiowym "osiołkiem", którego wszyscy chętnie zaprzęgają do każdej możliwej pracy, bo przecież osiołek ma dobre serce i nikomu nie odmówi. Chciałam po prostu dać innym narzędzia, których mi samej kiedyś brakowało.
A czy teraz czuję, że mogę o tym mówić głośno? No słuchaj, technicznie rzecz biorąc... ja wciąż jeszcze pracuję w szkole! Umowę mam do końca sierpnia, więc przede mną jeszcze ta słynna sierpniowa Rada Pedagogiczna, a 31 sierpnia muszę jeszcze stawić się na szkoleniu. Także całkiem się od szkoły jeszcze nie odwiązałam. Umówmy się więc tak: o tym, jak to jest mówić o toksycznej szkole z pełną wolnością, porozmawiamy szerzej 1 września!
„Chciałam dać innym narzędzia, których mi samej kiedyś brakowało."
Jak to się stało? Od samego początku bardzo mocno interesowałam się technologią. Duża w tym zasługa mojego męża, który na co dzień pracuje jako tester AI. W naszym domu te tematy po prostu żyły. Dużo o tym rozmawialiśmy, a ja, dokładnie tak samo jak Ty, zaczęłam w tym AI intensywnie grzebać. Odpalałam ChatGPT, testowałam różne modele językowe i nagle doznałam prawdziwego oświecenia!
Zrozumiałam, że największą barierą dla nauczycieli nie jest brak chęci do korzystania z AI, ale... brak czasu. Dobra współpraca ze sztuczną inteligencją wymaga precyzyjnego promptowania i cierpliwej, iteracyjnej rozmowy. Żaden nauczyciel, obciążony klasą i tonami dokumentów, nie ma czasu na naukę pisania skomplikowanych promptów.
Pomyślałam: "A gdyby tak schować te prompty pod maską i dać nauczycielom gotowych, intuicyjnych asystentów?". Zanim jednak stworzyłam pierwsze narzędzia, sama musiałam przejść intensywną drogę. Uczyłam się nie tylko technologii, ale przede wszystkim na nowo wgryzałam się w prawo oświatowe. Moje agenty nie mogą przecież zmyślać – ich działanie musi opierać się o rzetelną, sprawdzoną wiedzę.
Dzięki temu stworzyłam asystentów, z którymi nauczyciel podejmuje kilkuminutową, rzetelną współpracę. AI potrafi wspaniale zdjąć z niego ten najgorszy, biurokratyczny ciężar – uporządkować notatki i przełożyć codzienne działania z dziećmi na elegancki, poprawny język urzędowo-pedagogiczny.
Ale chcę bardzo mocno podkreślić jedną rzecz: technologia to nie wszystko. Moje programy – Twoja droga do dyplomowania oraz Krok po kroku do mianowania – nie zostawiają nauczyciela sam na sam z komputerem. Te kursy łączą asystentów AI z moim osobistym, indywidualnym wsparciem. Jeśli kursantka ma taką ochotę, kontaktuje się ze mną bezpośrednio. Sama osobiście zaglądam w jej dokumentacje, opisy, analizy czy prezentacje. I wiesz, co jest dla mnie w tym procesie najistotniejsze? Chcę przede wszystkim pokazać tym nauczycielkom, co robią dobrze. W systemie są nieustannie oceniane i kontrolowane, co potwornie podcina skrzydła. Ja chcę im uświadomić, jak ogromne mają kompetencje i jak niesamowitych rzeczy dokonują na co dzień.
A czego AI nigdy nie zastąpi? Człowieka. AI nie przytuli płaczącego malucha, nie zauważy iskry w oku ucznia, nie zbuduje relacji opartej na zaufaniu i empatii. Narzędzia AI mają po prostu uwolnić czas nauczyciela od papierologii, żeby mógł ten czas oddać dzieciom. A ja jestem tam po to, by na koniec uścisnąć dłoń i powiedzieć: "Spójrz, jaka jesteś wspaniała. Zrobisz ten awans z podniesioną głową".
Młodemu nauczycielowi na starcie powiedziałabym przede wszystkim: baw się tym, próbuj, eksperymentuj i buduj autentyczne relacje z uczniami! I pod żadnym pozorem nie słuchaj tych wszystkich "dobrych rad" ze starej szuflady, którymi mogą próbować zasypać Cię starsi stażem, zmęczeni systemem koledzy z pokoju nauczycielskiego. Nie daj się zarazić ich strachami.
Bądź też ze sobą szczera i zobacz, czy w tym zawodzie się sprawdzasz. Przyjrzyj się też finansom – powiedzmy to sobie wprost: pensje w polskiej oświacie są na starcie bardzo niskie i musisz sprawdzić, czy ta rzeczywistość finansowa Cię po prostu nie przytłoczy. Jeśli jednak czujesz, że to kochasz i chcesz to robić – działaj z całego serca!
Ale jeśli przyjdzie moment, w którym poczujesz wypalenie albo uznasz, że czas na zmianę – nie bój się odejść. Są do tego różne drogi, w tym także ta, którą sama teraz przecieram. Prawda jest taka, że pracuję właśnie nad nowym, bardzo ważnym dla mnie projektem: "awansem do firmy", czyli awansem poza oświatę. Chcę pokazać nauczycielom, jak gigantyczne i wszechstronne mają kompetencje. Kiedy słyszę, jak genialna, wykształcona nauczycielka mówi, że chciałaby odejść ze szkoły, ale jedyne miejsca, w których widzi dla siebie schronienie, to kasa w sklepie osiedlowym... to błagam Cię! Po prostu pęka mi serce.
Ci ludzie muszą wreszcie uwierzyć w siebie! Nauczyciele to genialni organizatorzy, liderzy, mediatorzy i koordynatorzy. Są niesamowicie ważni, kompetentni i mogą z powodzeniem pracować w biznesie albo zakładać własne, świetnie prosperujące firmy. Szkoła to nie wyrok dożywocia. I odpowiadając na ostatnie pytanie... szkoła jako system się nigdy nie zmieni według mnie. Musiałby wydarzyć się cud. Może się tylko zmienić nasze podejście do szkoły.
„Szkoła to nie wyrok dożywocia."
Moja droga zawodowa? Szczerze? Na ten moment jestem wciąż na etapie pod hasłem: "bój się i rób". Ten miniony rok dał mi ogromną szkołę pokory. Mam w głowie mnóstwo różnych pomysłów i bardzo bym chciała, żeby wszystkie wypaliły, ale nauczyłam się już, że nie każdy mój pomysł ma w ogóle rację bytu.
Gdzie widzę siebie za dwa lata? Moje największe marzenie to po prostu... stabilność. Chciałabym dojść do momentu, w którym będę mogła działać i tworzyć bez tej ciągłej, paraliżującej z tyłu głowy spiny: "zarobię w tym miesiącu, czy nie zarobię?". To jest mój cel i moje marzenie na ten czas. Spokojna głowa i stabilny rozwój.
A co możemy zrobić wspólnie z Tobą, żeby zmieniać tę naszą edukację na lepsze? Myślę, że Ty też to doskonale widzisz. Musimy wspierać nauczycieli od tej najważniejszej, a tak bardzo zaniedbanej strony: psychicznej. Chcę, żebyśmy dawały im motywację, pokazywały alternatywne możliwości i przede wszystkim uświadamiały, że nie muszą na każdym kroku udowadniać, że "nie mają garba". System oświaty przyzwyczaił ich do ciągłego tłumaczenia się ze swojej kompetencji i rzetelności. Chcę, żebyśmy pomogły im to zrzucić. Nauczyciele zasługują na zaufanie, szacunek i poczucie, że są po prostu wystarczająco dobrzy w tym, co robią.
Sobie życzę przede wszystkim tego, bym potrafiła w tym nowym, biznesowym życiu nieustannie odnajdywać zdrowy balans pomiędzy tym, kiedy pracować, a kiedy odpoczywać. Na swoim to naprawdę trudna sztuka.
A innym edukatorom życzę, byśmy w tym pędzącym świecie nie zgubili tego, co najważniejsze. Żyjemy w czasach niesamowitego postępu. Technologia idzie do przodu w zawrotnym tempie, same zresztą na co dzień z niej korzystamy i możemy niesamowicie ułatwiać sobie życie dzięki AI. Pamiętajmy jednak, że sztuczna inteligencja nie jest i nigdy nie będzie naszym najlepszym przyjacielem. Maszyny nie mają duszy. A my ją mamy. Mamy w sobie emocje, uczucia, empatię i potrzebę bliskości. I to właśnie o tę naszą ludzką, wrażliwą stronę – o nasze serca i duszę – musimy dziś zadbać najbardziej na świecie. I tego też życzę rodzicom oraz uczniom.
„Sztuczna inteligencja nigdy nie będzie naszym najlepszym przyjacielem."
Wywiad przeprowadziła

Jestem założycielką Edubotki, miejsca, w którym uczę nauczycielki, jak świadomie korzystać z AI i zachować przy tym #cyberbalans. Wcześniej sama uczyłam w szkole, więc wiem, jak wygląda ta praca od wewnątrz. Rozmawiam z kobietami z szeroko pojętej edukacji, bo chcę żeby ich historie dawały przykład, siłę i inspirację innym.