Nauczycielka przyszłości

Zarówno Agnieszka, jak i ja pochodzimy z małego miasta. Tego samego miasta. Z Żagania. Poznałyśmy się jeszcze w dzieciństwie, bo mieszkała w bloku, w którym mieszkała moja kuzynka. Po czasach nastoletnich obie wyjechałyśmy na studia, do pracy. Od czasu do czasu wpadałyśmy na siebie, bo świat bywa zaskakująco mały. Do dziś pamiętam, jak będąc w księgarni w Anglii znalazłam na półce w dziale podróżniczym książkę z jej nazwiskiem i zdjęciem! Nie zdążyłam skontrolować entuzjazmu i krzyknęłam: „O Aga!" Pamiętam, jak jej pisany po angielsku blog był w czołówce blogów podróżniczych… na świecie! Zawsze była moją inspiracją, jeśli chodzi o podróżnicze doświadczenie (na ten moment ma na liście 76 krajów), a tym razem to ja zabiorę nas wszystkie na cudowną, życiową wycieczkę! Moje drogie Panie! Przed Wami Agnieszka Walewinder!
„Sztuczna inteligencja nigdy nie zastąpi autentycznego kontaktu z drugim człowiekiem."
Kiedy zmagałam się z bulimią, napadami objadania się i uzależnieniem od cukru, desperacko szukając ratunku, nieustannie towarzyszyły mi bezradność i bezsilność. Bez przerwy zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego ja? Dlaczego to akurat mnie spotkał ten problem? Dlaczego znowu się objadam?". Przez bardzo długi czas byłam w roli ofiary. Mimo że działałam i próbowałam coś z tym zrobić, nie potrafiłam zrozumieć powodu, dla którego to wszystko mi się przytrafiło.
Moment przełomowy nadszedł, gdy w końcu odkryłam rozwiązanie. Nie tylko z tego wyszłam, ale przede wszystkim zaczęłam rozkwitać. Z dnia na dzień coraz mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że holistyczny styl życia to nie jest zmiana tylko „na teraz", ale moje zupełnie nowe życie. Zaczęłam akceptować fakt i przyzwyczajać się do myśli, że to już tak po prostu będzie wyglądać — że mogę mieć energię przez cały czas, że wcale nie muszę zajadać emocji, że mogę cieszyć się czystą cerą, jasnością umysłu, a także swoją sylwetką i lekkością przez długie lata. Z czasem zniknęły te męczące myśli w stylu: „Okej, to zaraz się skończy" albo „To na pewno jest tylko na chwilę". Im dłużej trwałam w tym stanie, tym bardziej byłam pewna, że chcę o tym głośno mówić. Wreszcie coś zadziałało — i to nie na moment, ale na stałe.
Kiedy minął pełny rok, pomyślałam sobie: „Wow, jestem naprawdę inną osobą, to zmieniło się we mnie na stałe i nie czuję, żebym wracała do starych nawyków". Potem cieszyłam się kolejnym rokiem, co dało już dwa lata wolności od jedzenia. Kiedy minął trzeci rok życia w tej niesamowitej obfitości zdrowia mentalnego i fizycznego, poczułam, że chcę dowiedzieć się jeszcze więcej i zacząć pomagać innym kobietom.
Postanowiłam zdobyć dyplom z dietetyki holistycznej. Chciałam zostać ekspertką ds. żywienia i ukończyć dokładnie ten sam certyfikowany program, który zrobiła moja pani dietetyk z Kanady — ta sama, która prowadziła mnie przez mój własny proces. Zapisałam się na ten sam kierunek i krok po kroku zgłębiałam wiedzę. Zamiast pięciu lat, ukończyłam go w trzy — nauka pochłonęła mnie bez reszty i skupiłam się wyłącznie na niej, studiując po 12 godzin dziennie. Wiele rzeczy wiedziałam już z własnego doświadczenia, ale tam uczyłam się o badaniach naukowych oraz terminologii medycznej i dietetycznej, która była mi niezbędna do obecnej pracy i projektów.
To był proces. Najpierw trzy lata życia w zdrowiu i obfitości, a potem intensywna nauka. U mnie wszystko przychodzi powoli, krok po kroku, ale jak już się pojawia, to jest to pewne i stabilne. Najpierw potrzebowałam sama upewnić się na 100 procent, że mój sposób na życie to trwała zmiana, a nie krótkotrwały zryw. W życiu nie mogłabym radzić komuś ani promować czegoś, co nie sprawdziło się na mnie — sama przecież byłam w przeszłości ofiarą takich chwilowych „cudownych" rozwiązań. Fakt, że dziś czuję się jak zupełnie inna osoba, zainspirował mnie do działania. Już się tego nie wstydzę. Czuję, że ta historia to moja supermoc.
Wiele osób, które po drodze obserwowały mnie, czytały o moich doświadczeniach i słuchały o nich, zaczęło mnie inspirować i motywować do tego, żebym jeszcze bardziej się otworzyła i głośno o tym mówiła. Sama też zaczęłam słuchać i oglądać kobiety, które były dokładnie w tym samym miejscu, w którym ja znajdowałam się w przeszłości. Nie mogłam stać z założonymi rękami. Chciałam o tym mówić, żeby one również się dowiedziały i zrozumiały, że to nie z nimi jest coś nie tak. Po prostu trzeba zmienić podejście i wtedy wszystko pięknie popłynie. Nie trzeba działać siłą, nie trzeba się męczyć. Ten proces może i będzie trwał dłużej, ale będzie znacznie przyjemniejszy i opłaci się na lata, a nie tylko „do lata".
Moja autorska metoda to nic innego jak trójwymiarowe podejście, czyli połączenie 3 niezwykle ważnych płaszczyzn: świadomego odżywiania + emocji + nawyków, wsparcia i motywacji. Pierwsza z nich to świadome odżywianie — budowanie kolorowych talerzy, które inspirują i pomagają dostarczyć organizmowi niezbędnych makro- i mikroskładników. Druga płaszczyzna to emocje — uczę, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, w chwilach stresu, nudy czy ogólnego niezadowolenia z życia, i jak przestać traktować jedzenie jako formę pocieszenia. Trzeci filar to nawyki, wsparcie i motywacja — daję kobietom bezpieczną przestrzeń w budowaniu i utrzymywaniu nowych nawyków.
Kiedy to trójwymiarowe podejście w końcu „kliknie", życie całkowicie się zmienia. Kobiety otrzymują ode mnie i grupy innych kobiet wsparcie, którego być może nie dostałyby od swojego codziennego środowiska. Tych trzech filarów doświadczysz na moich warsztatach, wyjazdach oraz podczas 12-tygodniowego programu żywieniowo-coachingowego, który prowadzę online.
Tak, to prawda — jest to mój kolejny duży projekt. Natomiast rzeczą, z której jestem ogromnie dumna, jest fakt, że każdy z moich dotychczasowych projektów miał swój wyraźny początek i jasny koniec. Jestem osobą niezwykle konsekwentną. Kiedy w coś wchodzę, robię to całą parą, a kiedy z czegoś wychodzę, zamykam za sobą drzwi — lubię świadomie zaczynać i kończyć pewne etapy. Nie należę do osób, które otwierają kolejny brand czy duży projekt życia i po prostu porzucają sprawę.
Przez wiele lat prowadziłam bloga podróżniczego, w trakcie tej drogi zwiedziłam 76 krajów i poznałam cudownych ludzi. Miałam okazję robić rzeczy naprawdę niezwykłe — odwiedziłam Koreę Północną, mieszkałam w Chinach i byłam nauczycielką języka angielskiego, skakałam na bungee w Australii. Mieszkałam też w wielu zakątkach świata, takich jak Tajlandia, Malezja, Wietnam czy Kambodża.
W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, że podróżować przecież mogę zawsze, natomiast głos mówiący o potrzebie pomagania innym i zmiany drogi życiowej oraz zawodowej stawał się coraz głośniejszy. Do tej zmiany przygotowywałam się przez co najmniej dwa lata. Rozstałam się z różnymi projektami i zespołami, odeszłam od przedsięwzięć marketingowych i biznesowych powiązanych z moim blogiem i poszłam pełną parą w nowym kierunku. W końcu potrzebowałam zrobić ten jeden odważny krok: sięgnąć po oszczędności, postawić wszystko na jedną kartę i zacząć edukację i pomaganie kobietom.
To jest moja czwarta duża życiowa zmiana, projekt. Każdy z poprzednich wypalił, dał mi mnóstwo satysfakcji i zostawił trwały ślad. Nie skaczę z kwiatka na kwiatek. Jak już coś robię, angażuję się w to w 100 procentach. Przede wszystkim musi to być jednak coś, w czym jestem naprawdę dobra. Dla mnie fundamentem jest posiadanie odpowiednich kwalifikacji, ciągły rozwój i bazowanie na realnym doświadczeniu, bo tylko wtedy mogę dawać kobietom najwyższą możliwą wartość.
Z jednej strony kolejne zaczynanie od nowa sprawia, że mam w sobie większą pewność siebie. Z drugiej strony ten strach po prostu przybiera inną formę, ponieważ pojawia się pułapka porównywania się z przeszłością. Dodatkowo, tym razem robię to zupełnie sama — bloga podróżniczego zakładałam z moim najlepszym przyjacielem. Teraz stoję na własnych nogach, więc to zupełnie inny poziom wyzwania. Właśnie dlatego tak ważne jest dla mnie otaczanie się innymi sprawczymi kobietami, które dają mi ogromne wsparcie.
Moje doświadczenia z przeszłości oraz fakt, że zawsze ciężko pracowałam, dają mi solidny fundament. Wiem, że i tym razem dam radę — nie tylko dlatego, że mam odpowiednie zasoby i wspierających ludzi wokół, ale przede wszystkim dlatego, że mam wiedzę, doświadczenie i niesie mnie autentyczna, głęboka misja. Głęboko wierzę, że ona obroni się sama.
„Nie skaczę z kwiatka na kwiatek — jak coś robię, robię to w 100 procentach."
Akurat w moim przypadku ta zewnętrzna pewność siebie nie jest maską — ja naprawdę jestem osobą pewną siebie. Wynika to z faktu, że niesamowicie głęboko wierzę w swoją misję. Mam głębokie przekonanie, że to, co oferuję, potrafi realnie zmieniać świat, a kobiety w moim otoczeniu są tego najlepszym przykładem. To daje mi ogromną motywację, wywołuje ciarki na plecach i napędza do działania. Mam zaplanowany praktycznie każdy dzień, krok po kroku, co daje mi pewność, że cele, do których dążę, zostaną po prostu odhaczone i zrealizowane.
Jeśli chodzi o emocje, które towarzyszą mi w ciągu dnia, to na pewno jest to mnóstwo ekscytacji, ale też ogromne wzruszenie. Słucham kobiet, które przechodzą dokładnie przez to samo, co ja kiedyś. Wtedy automatycznie wracają do mnie momenty, w których sama czułam się beznadziejnie, choć w głębi duszy wiedziałam, że zasługuję na zupełnie inne życie. Jestem żywym przykładem na to, że jeśli się wysypiasz, dbasz o te osiem godzin snu, masz jasność umysłu dzięki odpowiedniemu odżywianiu i nawodnieniu oraz pracujesz nad emocjami, możesz dokonywać cudów.
Gdybym miała wskazać jedną negatywną rzecz, z którą do dziś mam problem jako osoba prowadząca własny brand, to zdecydowanie jest to odpoczywanie. Działam jak dobrze naoliwiona maszyna — potrafię pracować od rana do wieczora. Moim paradoksalnym problemem jest to, że praca mnie uszczęśliwia i niesamowicie napędza, przez co nie czuję naturalnej potrzeby robienia sobie długich przerw. Niestety, odbija się to na moim życiu prywatnym, bo bywa wyzwaniem w budowaniu trwałych relacji romantycznych.
Dodatkowo, czasami tej pracy i pomysłów jest po prostu tak dużo, że ciężko mi samej zadecydować, co w danym momencie jest najważniejsze — dlatego ogromnym wsparciem jest dla mnie moja mentorka i moje przyjaciółki, które pomagają mi nad tym panować.

Z mojego własnego doświadczenia i obserwacji wynika, że kobietom najbardziej szkodzi po prostu brak wiary w siebie, brak motywacji i brak odpowiedniej przestrzeni, w której mogą bezpiecznie pracować nad sobą. W momencie, kiedy stajesz się sprawcza, odzyskujesz motywację i zaczynasz intensywnie rozwijać swoje wnętrze, nagle okazuje się, że jesteś coraz szczęśliwsza — i potrafisz z dużym dystansem podejść do tego, co widzisz w social mediach.
Dokładnie tak to wyglądało u mnie. Kiedy sama weszłam w ten proces i zaczęłam pracować nad sobą, już wtedy potrafiłam patrzeć na internet z miłością i dystansem. Zupełnie inaczej było w czasach, kiedy cierpiałam, nie miałam rozwiązań i czułam się źle we własnym ciele. Wtedy nie miało znaczenia, ile czasu spędzałam w mediach społecznościowych — praktycznie co drugie zdjęcie potrafiło mnie striggerować. Wynikało to wyłącznie z mojego wewnętrznego dyskomfortu i braku wiary w to, że mogę coś zmienić.
Dlatego uważam, że kluczem jest odzyskanie wiary w siebie i znalezienie dla siebie przestrzeni do wzrostu. Kiedy to się dzieje, automatycznie nabieramy dystansu do cyfrowego świata, niezależnie od tego, ile czasu w nim spędzamy. Wszystko tak naprawdę wychodzi od nas i z naszego wnętrza. Kiedy jesteśmy szczęśliwe i realizujemy swoje cele, po pierwsze nie mamy nawet tylu wolnych chwil, by bezcelowo przewijać ekran, a po drugie — gdy już trafimy na coś fajnego, po prostu szczerze się uśmiechamy i idziemy dalej.
„Kiedy jesteśmy szczęśliwe, nie mamy czasu, by bezcelowo przewijać ekran."
Głęboko wierzę, że narzędzia sztucznej inteligencji mogą być ogromną pomocą w drodze do zdrowienia, pod warunkiem jednak, że korzystamy z nich z umiarem i wiemy, jak robić to właściwie. AI pozwala nam w niezwykle szybki sposób dotrzeć do wielu cennych i przydatnych informacji.
Chciałabym jednak wyraźnie zwrócić uwagę na fakt, że to, co podaje nam sztuczna inteligencja, to w gruncie rzeczy zbiór danych wyciągniętych z całego internetu. A internet, jak wiemy, jest pełen skrajnych i sprzecznych komunikatów. Przez to kobiety szukające pomocy mogą poczuć się jeszcze bardziej zagubione i zdezorientowane, co w efekcie odbiera im motywację do działania i sprawia, że po prostu się poddają. Należy również pamiętać o tym, że sztuczna inteligencja wciąż potrafi się mylić. Jeśli zadasz jej to samo pytanie z zakresu dietetyki czy zdrowia z dwóch różnych kont, możesz otrzymać dwie zupełnie inne odpowiedzi.
Dlatego tak kluczowe jest używanie tych narzędzi z głową. Osoby, które borykają się z problemami zdrowotnymi, zaburzeniami relacji z ciałem czy jedzeniem, mogą nieświadomie pogłębić swoje kompleksy poprzez nieumiejętne korzystanie z AI — zwłaszcza gdy zaczynają żyć w wykreowanym przez algorytmy świecie perfekcji i pozornej idealności. Zdecydowanie trzeba na to uważać.
Na koniec warto podkreślić rzecz najważniejszą: tym, czego sztuczna inteligencja nigdy nam nie zastąpi ani nie da, jest autentyczny kontakt z drugim człowiekiem. AI nie podzieli się z nami swoją żywą, realną historią — historią, która porusza serce, daje poczucie głębokiego zrozumienia i sprawia, że w swoich zmaganiach nie czujemy się już samotne. Algorytm może podać nam suche fakty, ale to empatia, współczucie i drugie ludzkie doświadczenie mają prawdziwą moc uzdrawiania.
Według mnie, technologia jest przede wszystkim narzędziem, które działa jak soczewka — uwypukla i pogłębia to, co już w sobie nosimy. Wszystko zależy od tego, z czym tak naprawdę wychodzimy do świata. Jeżeli dbam o siebie, mam w sobie wewnętrzny spokój i ufam swojej intuicji, potrafię mądrze zarządzać technologią i wtedy ona mi służy. Natomiast jeśli jestem pełna kompleksów i nieszczęśliwa, technologia i media społecznościowe mogą to nieszczęście tylko pogłębić. One nie stwarzają problemów od zera, ale drastycznie je potęgują.
Z pewnością tak szybki i powszechny dostęp do informacji sprawił, że jako społeczeństwo chcemy natychmiastowych rozwiązań. Szukamy cudownych sposobów na to, jak zrzucić 10 kilogramów w tydzień. Przez to niecierpliwe oczekiwanie stajemy się idealną pożywką dla osób, które bezwzględnie wykorzystują nasze słabości.
W mojej pracy nie obiecuję nikomu, że zrzuci określoną liczbę kilogramów w ekspresowym tempie. Mówię wprost: nauczę Cię dbać o siebie w taki sposób, abyś była zdrowa i silna na długie lata. Z mojego własnego doświadczenia wiem, że totalna metamorfoza i trwała zmiana nawyków żywieniowych trwa około 3 miesięcy. 90 dni to wystarczająco dużo czasu, żeby zasiać w sobie to cudowne ziarenko, zacząć je pielęgnować i w ten piękny sposób zbierać plony na przyszłość!
Jeśli chodzi o mnie, robię co w mojej mocy, aby zadbać o swoją równowagę cyfrową. Moim sprawdzonym sposobem jest niezmiennie praktykowana poranna, popołudniowa i wieczorna rutyna — chodzę na długie spacery z psem, medytuję i staram się być po prostu bardzo aktywną osobą. Prowadzę też dzienniczek myśli oraz regularnie spisuję rzeczy, za które jestem wdzięczna. Bardzo pomagają mi też długie spacery i bezpośrednie spotkania z przyjaciółmi bez używania telefonu. Dbając o te offline'owe chwile, buduję przestrzeń, w której technologia zna swoje miejsce i nie przejmuje kontroli nad moim życiem.
„Technologia jest jak soczewka — uwypukla to, co już w sobie nosimy."

Gdybym mogła usiąść naprzeciwko siebie sprzed lat, zanim zaczęłam tę całą drogę, powiedziałabym jej przede wszystkim jedno: uzdrowienie naprawdę istnieje. Powiedziałabym jej, że ten proces zajmie jej czas, ale będzie to niesamowity okres, który przyniesie mnóstwo cennych lekcji, doświadczenia, uśmiechu i głębokich emocji. Przestrzegłabym ją, że nie ma szybkich rozwiązań, ale na szczęście są wspierający ludzie. Moment, w którym prosisz o pomoc, nie jest wyrazem słabości, ale najlepszą inwestycją we własne zdrowie.
Z kolei każdej młodej kobiecie, która teraz bezwiednie przewija ekran swojego telefonu i zmaga się z porównywaniem, chciałabym z całego serca przekazać: jesteś wyjątkowa i warta uzdrowienia! Praca nad swoim zdrowiem i sprawczością da Ci ogromne szczęście i potężny zastrzyk endorfin. Nigdy nie przestawaj wierzyć, że Ci się uda. Otaczaj się ludźmi, którzy w momentach, gdy sama w siebie zwątpisz, podniosą Cię na duchu. You got this, girl!
Jak mówią Rzymianie: w zdrowym ciele zdrowy umysł. A jeżeli mamy zdrowy umysł, to automatycznie potrafimy o wiele lepiej zarządzać swoim życiem, karierą oraz stresem. Przekłada się to na to, że potrafimy się lepiej uczyć, efektywniej przyswajać wiedzę i podejmować znacznie lepsze, bardziej świadome wybory żywieniowe.
Właśnie tutaj widzę nasz wielki, głęboki punkt wspólny. Obie pomagamy kobietom odzyskać kontrolę nad ich własnym dobrostanem, choć dotykamy innych obszarów. Zdrowe podejście do ciała i jedzenia oraz zdrowa relacja z technologią i cyberbalansem to dwa filary tej samej świątyni, którą jest nasze zdrowie psychofizyczne. Edukacja w świecie sztucznej inteligencji, połączona z troską o ciało i umysł, jest dziś ważniejsza niż kiedykolwiek, ponieważ w zalewie cyfrowego szumu i presji perfekcji łatwo stracić kontakt z samą sobą. Nasze misje po prostu idealnie się dopełniają.
„Zdrowe ciało i zdrowa relacja z technologią to dwa filary tego samego zdrowia psychofizycznego."
Dziękuję, Adriana, za to, co robisz! Keep going! 👊🏻💚
Wywiad przeprowadziła

Jestem założycielką Edubotki, miejsca, w którym uczę nauczycielki, jak świadomie korzystać z AI i zachować przy tym #cyberbalans. Wcześniej sama uczyłam w szkole, więc wiem, jak wygląda ta praca od wewnątrz. Rozmawiam z kobietami z szeroko pojętej edukacji, bo chcę żeby ich historie dawały przykład, siłę i inspirację innym.