← Wróć do Nauczycielek przyszłości

Nauczycielka przyszłości

Ewa Bielecka
Wesołe Boberki / Żagań
Ewa Bielecka
Strona Facebook Instagram

Znam się z Panią Ewą od lat. Mieszkałyśmy w jednym mieście, w Żaganiu. W dodatku w jednym bloku. Od kiedy byłam dzieckiem, pamiętam, jak pracowała w świetlicy podstawówki, do której chodziłam. W czasach nastoletnich przyjaźniłam się z jej dziećmi. Oj, jak my potrafiliśmy dokazywać! I chociaż ona zmieniała pracę od tamtej pory, to zawsze szła po edukacyjnej ścieżce, żeby zajść tu, gdzie jest dziś. Do bycia dyrektorką i właścicielką u siebie. Dalej z sercem na dłoni. Dalej z ciepłem w oczach. Dalej wspierająca i rodzinna. Dlaczego nie zeszła z tej drogi, mimo że nie raz było ciężko?

Zapraszam na wywiad z Ewą Bielecką.

„Trzeba tylko umiejętnie korzystać z tych dobrodziejstw nauki."

1. Od kiedy pamiętam, pracujesz w edukacji. Nie pamiętam czasów, kiedy nie pracowałabyś w tej dziedzinie. Ile to już właściwie lat? I patrząc z tej perspektywy, jaka jest największa zmiana, jaką zaobserwowałaś w tym, jak dziś podchodzi się do najmłodszych dzieci, w porównaniu z tym, jak było na początku Twojej drogi?

Tak, moja zawodowa droga to głównie edukacja! Ile to już lat? Rozpoczęłam pracę w roku 1983... w przedszkolu, w nowo otwieranym Przedszkolu Wojskowym nr 94 w Żaganiu... Uczyłam się w studium pomaturalnym w Sulechowie, z filią w Żarach… Dostałam najmłodszą grupę, maluszki. To było wspaniałe doświadczenie!!!

W moim rodzinnym domu zawsze były dzieci: siostrzeńcy, bratanek... I ja zawsze pomagałam mojej mamie, siostrom i bratowej w opiece nad nimi. Więc wiedzę o opiece nad małymi dziećmi wyniosłam z rodzinnego domu… U nas zawsze bardzo poważnie podchodziło się do małego człowieka! Ważne dla nas były potrzeby, odpoczynek, rozrywka i wszystko, czego dziecko potrzebuje w swoim życiu.

Podobnie podchodziłam do dzieci, które były pod moją opieką w przedszkolu. Miałam szczęście do wspaniałych koleżanek i współpracownic... Helenka, Wiesia, Krysia, to osoby, od których dużo się uczyłam i które cenię do dziś. Byłam wtedy młodą dziewczyną i nie miałam swoich dzieci... ale pewne doświadczenie w opiece nad dziećmi już posiadałam dzięki dzieciakom z mojej rodziny :)

Moje podejście do opieki nad najmłodszymi dziećmi ewaluowało wraz ze zdobywaną wiedzą i doświadczeniem… Ale tak naprawdę zawsze traktowałam poważnie moich podopiecznych i maluchy w mojej rodzinie.

2. Kolejna fala czy coś innego? W edukacji już nie raz pojawiały się "rewolucje": gimnazja, później powroty, tablice interaktywne, pandemia, tablety, internet w każdej sali. Sztuczną inteligencję często opisuje się jako kolejny etap tego samego cyklu. Czy z Twojej perspektywy to faktycznie tylko kolejna fala technologii, czy raczej coś, co zmienia zasady gry inaczej niż wszystko, co widziałaś wcześniej?

Faktycznie, w edukacji co jakiś czas pojawiają się większe lub mniejsze zmiany... Myślę, że częste zmiany nie są dobre ani dla nauczycieli, ani dla uczniów... A tych zmian na przestrzeni tych lat trochę było!

Gimnazja, potem powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej, rozpoczynanie szkoły od szóstego roku życia, powrót do edukacji szkolnej od lat siedmiu... Wyposażanie szkół w tablice interaktywne, komputery, telewizory... teraz ograniczanie dostępu do ekranów... Trudno się w tym wszystkim połapać! No i teraz jeszcze sztuczna inteligencja!!! Do której dostęp ma już praktycznie każdy, kto posiada telefon komórkowy... NIESAMOWITE!!

„U nas zawsze bardzo poważnie podchodziło się do małego człowieka."

3. Sztuczna inteligencja a wiek przedszkolny. Sporo się mówi o AI w kontekście starszych uczniów, studentów, ale prawie nic o edukacji najmłodszych. Czy uważasz, że AI w ogóle ma coś do zaoferowania w wieku przedszkolnym, czy wręcz przeciwnie, ten etap powinien od tego tematu trzymać się z daleka? Gdzie i czy Ty stawiasz granicę?

Jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję a wiek przedszkolny… No nie wiem... Myślę, że tutaj sztuczna inteligencja może przydać się bardziej osobom pracującym z dziećmi niż samym dzieciakom… My jesteśmy już po paru szkoleniach ze sztucznej inteligencji i kolejne przed nami, z Tobą, Adriana...

Moje dziewczyny, czyli opiekunki w Żłobku Niepublicznym „Wesołe Boberki" i personel z Przedszkola Niepublicznego „Wesołe Boberki" w Żaganiu, korzystają z dobrodziejstw sztucznej inteligencji... Umieją tworzyć prompty, wykonują plakaty, dyplomy, tworzą piosenki czy wierszyki i wiele innych rzeczy, które potrzebne są w naszej pracy... Oszczędzają dzięki temu czas i mogą ciekawie urozmaicić dzieciom pobyt w naszych placówkach. Myślę, że nie ma już od tego ucieczki... Żyjemy po prostu w takich czasach, gdzie te wszystkie nowoczesne technologie są ogólnie dostępne i trudno tu postawić granice... Trzeba tylko umiejętnie korzystać z tych dobrodziejstw nauki.

Ewa Bielecka
4. Niepubliczne kontra publiczne. Prowadzisz placówkę niepubliczną, co oznacza inne zasady gry niż w publicznej edukacji. Jak to wygląda z Twojej perspektywy, jeśli chodzi o dostęp do szkoleń, w tym tych związanych z nowymi technologiami, i dofinansowań? Niepubliczna placówka ma tu łatwiej czy trudniej, a może nie ma to większego znaczenia, bo liczy się zupełnie co innego?

Tak. Prowadzę niepubliczne przedszkole i żłobek. Jeżeli chodzi o szkolenia, to mam trochę bzika na tym punkcie!!! Bardzo zależy mi, aby mój personel się szkolił!!! W związku z tym, od początku prowadzenia „Wesołych Boberków", organizuję dla moich dziewczyn różnego rodzaju szkolenia... Współpracuję z Powiatowym Urzędem Pracy w Żaganiu i systematycznie zdobywam środki w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego. Mamy minimum jedno szkolenie w roku, a czasem więcej... Każdy pracownik potrzebuje takiego wsparcia! Czasem są to szkolenia miękkie, skupiające się na rozwoju umiejętności społecznych, interpersonalnych i psychologicznych. Takie szkolenia pomagają nam w wewnętrznej komunikacji, ale także w komunikacji z rodzicami i dziećmi. Udoskonalamy współpracę między sobą oraz uczymy się zarządzać własnymi emocjami i czasem w pracy.

Organizujemy też szkolenia twarde, na których dziewczyny uczą się konkretnych metod pracy z dziećmi czy o nowych technologiach w edukacji. Pracownice same też się szkolą, inwestując własne środki finansowe.

Nie do końca wiem, jak to teraz wygląda w publicznej oświacie, bo od kilkunastu już lat pracuję w oświacie niepublicznej. Myślę, że zależy to od ludzi, od chęci poszerzania swojej wiedzy i horyzontów, a nie od pieniędzy...

„Bardzo zależy mi, aby mój personel się szkolił."

5. Nowe pokolenie nauczycielek. Osoby, które dziś rozpoczynają pracę w przedszkolach, dorastały już w zupełnie innym świecie niż Ty na starcie kariery. Czy widzisz różnicę w tym, z czym przychodzą do pracy, np. nowe umiejętności, jak to wyglądało wcześniej? Czy zauważasz, że ciężko znaleźć kogoś chętnego do pracy w edukacji? Jak myślisz, dlaczego?

Ja mam szczęście do ludzi... Pracujemy prawie w tym samym składzie od początku naszej działalności! Mam wspaniały personel, chętny do poszerzania swojej wiedzy. Dziewczyny są dobrze wykształcone, kreatywne, chętne do poznawania nowych rzeczy... Myślę, że trzeba lubić pracę z dziećmi i nie ma znaczenia, czy ktoś jest młody, czy już dojrzały... Liczy się człowiek i jego podejście do tej specyficznej pracy!

6. Bycie szefową samej siebie. Przejście z roli osoby pracującej w edukacji państwowej do roli osoby, która prowadzi własną placówkę, biznes, to ogromna zmiana odpowiedzialności. Możesz przywołać jedną konkretną sytuację, która pokazała Ci, że to jednak spory ciężar, i jedną, która pokazała, że warto było to zrobić?

Oj tak! To była ogromna zmiana w moim życiu... Przede wszystkim musiałam zdobyć fundusze na rozpoczęcie działalności! A to nie było proste... Ale kto szuka, ten znajdzie! Ja pozyskałam pieniądze na otwarcie żłobka z programu rządowego „Maluch+ 2018", a na otwarcie przedszkola z Funduszy Europejskich. Udało mi się zaciągnąć pożyczkę w Fundacji „Przedsiębiorczość" w Żarach na bardzo korzystnych warunkach, z oprocentowaniem 0,93%. Ale sama również wówczas korzystałam ze szkoleń i spotkań! I udało się!!! To było wielkie wyzwanie dla mnie i dla moich dzieci, bo jest to interes rodzinny... Pracuję z moją córką Izą, synową Anią i synem Przemkiem...

No i bycie szefową samej siebie nie jest prostą rzeczą! Czuję na sobie ogromną odpowiedzialność za mój personel, za moich wychowanków, za firmy, z którymi współpracujemy!!! Stres związany z tego typu biznesem jest ogromny! Ale daję radę...

Ogromnym plusem bycia własną szefową jest fakt, że to ja decyduję o wielu sprawach... Ale słucham też, co mówią moje dziewczyny, liczę się z ich zdaniem i biorę je pod uwagę, podejmując różne decyzje. Plusem jest też fakt, że mogę sobie wziąć urlop „kiedy chcę" i pojechać z przyjaciółmi w góry czy na inne ciekawe wypady... a podróżować bardzo lubię :)

„Bycie szefową samej siebie nie jest prostą rzeczą."

Ewa Bielecka
7. Gdybyś miała zdecydować dziś, czy zrobić to jeszcze raz. Znając już smak prowadzenia własnego biznesu, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, czy podjęłabyś dziś tę samą decyzję? A może w ogóle wybrałabyś całkiem inną drogę i została… kimś, kim chciałaś zostać jako dziecko?

Tak! Podjęłabym drugi raz taką decyzję! Uwielbiam to, co robię!!! Każda praca ma swoje plusy i minusy... A ja już jako mała dziewczynka bawiłam się w szkołę i „byłam" nauczycielką ;)

8. Ten moment tuż przed, w trakcie i dziś. Cofnij się, proszę, do chwili, zanim jeszcze podjęłaś decyzję o otwarciu własnej placówki. Czego się wtedy najbardziej obawiałaś? I czy to, czego się bałaś, w ogóle miało rację bytu? Czy po drodze zdarzały Ci się momenty, w których czułaś się wypalona? Czy masz może na to jakąś receptę, dla kogoś, kto może coś takiego przeżywać?

Na pewno bardzo obawiałam się, czy uda mi się zrealizować moje plany...

Bałam się dosłownie wszystkiego! Bo otwierając żłobek i przedszkole, trzeba spełnić bardzo dużo warunków, zarówno w dziedzinie dostosowania pomieszczeń, ich wyposażenia, przepisów ppoż, bhp, prawa pracy, prawa oświatowego, itp., itd...

Bałam się o frekwencję dzieci, o zadowolenie rodziców, o zatrudnienie właściwego personelu... Wszystko było dla mnie wielką niewiadomą!!! Ale udało się! Jak już wcześniej wspomniałam, mam szczęście do ludzi! I trafiłam w tej podróży na naprawdę świetne osoby... Wszyscy, z którymi współpracuję, to ciągle ci sami ludzie... Pan od rytmiki, pan od szachów, firma cateringowa, hurtownia spożywcza czy papiernicza, pani od bhp czy pan od ppoż, pani od religii czy pani od angielskiego, księgowa i logopeda... Wszystkich na pewno nie wymieniłam :(

A jeżeli chodzi o trudniejsze momenty… Oczywiście, że są!!! Mam na nie swoje sposoby... Aktywność ruchowa (kijki, basen, rower, wędrówki po górach, wyjazdy z przyjaciółkami czy niedzielne spotkania i granie w planszówki), no i spotkania w rodzinnym gronie... A jesteśmy liczną rodziną! Pięcioro wnucząt i ich rodzice, siostrzenica z rodzinką... Lubimy spędzać ze sobą czas i od czasu do czasu gdzieś wspólnie wyjechać... Na przykład na Przełęcz Okraj zimą na narty, na Święta Wielkanocne do Szklarskiej Poręby czy na jesień w góry do Sokołowska...

Należę też do kilku żagańskich stowarzyszeń i tu też mogę się odstresować: „Piechur", „Ogniwo", „Pancerniacy" czy „Miasto bez Granic".

„Mam szczęście do ludzi i trafiłam w tej podróży na naprawdę świetne osoby."

Strona Facebook Instagram

Wywiad przeprowadziła

Adriana Januszko
Adriana Januszko

Jestem założycielką Edubotki, miejsca, w którym uczę nauczycielki, jak świadomie korzystać z AI i zachować przy tym #cyberbalans. Wcześniej sama uczyłam w szkole, więc wiem, jak wygląda ta praca od wewnątrz. Rozmawiam z kobietami z szeroko pojętej edukacji, bo chcę żeby ich historie dawały przykład, siłę i inspirację innym.